30.01.2013

z górki i pod górkę z żubrami.

Sesja z górki i pod górkę, bo na zmianę coś jest na "+" lub "-". Jednak obserwacja żubrów mi troszkę utrudnia naukę. Gratuluję pomysłu osobie, która założyła na fejsie fanpage "jeszcze tylko sprawdzę co robią żubry i mogę zacząć się uczyć". Był to genialny pomysł o czym świadczy 30 000 fanów w ciągu 3 dni.

Dzisiaj przestraszyłam się niepełnosprawnego. Powieliłam te stereotypy o których kiedyś pisałam. Zrobiłam panu miejsce na ławce, a on podziękował i poprosił o to, żeby powiedzieć mu jak autobus będzie nadjeżdżał. W tym wszystkim było coś pokrzepiającego. Człowiek ledwie się ruszał, a zaczął żartować, że jest niegramotny. I był serdeczny. I nie bał poprosić się o pomoc.

28.01.2013

a fervex uderzył mi do głowy

No i wzięło mnie, się zaraziło, a fervex uderzył mi go głowy.

Moja walka z TCiM przedstawia się nastepująco:
ja vs. TCiM
1:0 (pierwsza walka, po dogrywce w 4. terminie)
1:0 (druga walka)
i najważniejsze starcie to egzamin, który będzie w piątek. Dam radę.

Z całą resztą już z górki niż pod górkę (właśnie widać jak uczę się na informatykę).

Marzy mi się ciepełko. Bez zimowych ubrań, bez zimowych butów. Bez pluchy. Trochę słońca. Trochę wiosny. By poczuć się lżej.

24.01.2013

to są chyba jakieś cyrki

Sesja trwa i myślę, że najgorsze już za mną. Dzisiaj miałam rewanż pierwszej bitwy z TCiM. Nie mówię tak ani nie, żeby nie zapeszyć. 

Korzystanie z karty kredytowej ma ułatwić człowiekowi życie (zbliżeniowa tym bardziej). Doprowadza mnie do szału zasada stosowana w niektórych sklepach, że kobieta musi mieć imię na karcie damskie. Może to brzmi trochę chaotycznie, ale np. nie mogę skorzystać z Taty, czy też Piotra karty. A wystarczyłoby komuś dać płci męskiej plastik, podać pin i już jest facet z nie swoją kartą. To jest zabezpieczenie? Nie wydaje mi się. Nawet jedna pani raz doradzała mi oszukać, że to innej osoby karta tylko dlatego, że posiadacz powinien mieć penisa. Absurd. A dzisiaj dodatkowo w rossmannie się to utrudniło. Nie dość, że dajesz im zarobić, musisz mieć odpowiednią płciowo kartę to na dodatek sprawdzają imię i nazwisko na dowodzie. Może wzrasta bezpieczeństwo, ale po co? To ma być proste, łatwe i szybkie, a nie pierdolenie się w dowodziki i doprawianie penisów czy cipek. A co jeśli nie masz dowodu? Nic mnie nie powstrzymało przed tym żeby powiedzieć: "to są chyba jakieś cyrki" i wyjść.

W maku chciałam włamać się do męskiej toalety.

23.01.2013

jebany długopis

Tyle ile się nakurwowałam w ostatnich dniach to nie ma miary. Ludziom mam ochotę dogadywać w każdej sytuacji. Jednak na zachowanie jakichkolwiek pozorów mojej empatii do ludzi obcych i nieobcych staram się kurwować na nich tylko w myślach, ale staranie czasem nie wychodzi. Oczywiście najbardziej się obrywa ukochanemu (nie gniewaj się).
Ooo. A przedmioty martwe. To już nie mam zahamowań. Odstresowuję się, gdy zwyzywam od najgorszych długopis, który mi upadł, kartkę, której nie mogę znaleźć, jakąś durną reklamę, kran, któremu się coś pomieszało, włącznik, stołek, zeszyt, pilot, telefon, talerz, garnek, kubek, herbatę, krem, drukarkę, majtki, skarpetki....
Chyba coś mnie trapi.

19.01.2013

pod kołdrą mnie nie widać

Sesja otwiera swoje drzwi już za 2 dni, a jeden przedmiot wywołuje niepokój w moim  sercu. Jest to TCiM. Nie zaliczyłam 1.kolosa, mimo że wiedziałam jak krok po kroku zrobić zadanie, bo się zacięłam. Teraz czeka mnie 2. kolos + poprawa 1. kolosa. A i jeszcze egzamin. Nie jest to proste, ale aż tak żeby tego nie zaliczyć?! Chciałabym, żeby mi się udało, bo nie mogę znieść frustracji, że coś mi nie wychodzi. Zawsze było tak, że wcześniej czy później, z lepszym lub gorszym efektem dawałam radę. Wiem, że to nie koniec walki, ale czuję się zrezygnowana. 
Muszę spiąć dupę! Dam radę i chwycę ten semestr za mordę i go pokonam. Bez warunku!

Wczoraj zasnęłam z samotnością w sercu. Nie sama, z samotnością. Czasem tak się zdarza. Szczególnie, gdy się zamknę w środku i nie mogę się otworzyć. Chowam się pod kołdrą (nie widać mnie!) i myślę, że cały świat mnie nie dotyczy. A wtedy tak bardzo potrzebuję przytulenia, a słowo z moich ust na ten temat nie wyjdzie. Trudno w tym świecie upartemu.

14.01.2013

WOŚP

Trudno o tym nie napisać. Uważam, że WOŚP jest najpiękniejszą inicjatywą ogromnej ilości ludzi na czele z Jurkiem Owsiakiem. Tyle ludzi organizuje się co roku, aby zbierać pieniądze do puszek w deszcz, śnieżyce, mróz (bardzo mocny w tym roku i życzę zdrówka dla wolontariuszy!). Warunki atmosferyczne nie mają dla nich znaczenia, a tylko to czy uzbierają 10, 100 czy 1000 zł, które może w jakiś sposób pomóc drugiej, nieznajomej osobie. Tyle osób licytuje przedmioty/wydarzenia/pierdoły oddawane przez innych na aukcje. Czasem są one bezcenne dla właściciela, czasem nowy właściciel przy emocjach zaszaleje i wyda sporo kasy na coś o czym by w życiu nie pomyślał. (pozdrowienia dla JakuBa i jego puszek z poprzedniego finału). Tyle artystów grających za darmo. Tyle osób dających drobnymi gestami coś od siebie. Tyle ciepła i miłości, dobrej zabawy w celu pomocy innym. To wszystko aby móc zrobić coś dla drugiego, do tej pory małego człowieka. Z dzisiejszym dniem Orkiestra grała też dla osób starszych. Myślę, że to jest ogromny ukłon, że tym gestem fundacja rozszerza swoją działalność. A może jakiejś moherowej babci oko zbieleje, że WOŚP nie wydał kasy na szatański woodstock, a po prostu zadbał o nią w tych trudnych, chorowitych, czasem samotnych chwil końca życia. Pozytywna energia, która płynie z jednej osoby do drugiej, w te i we wte, na poszczególne osoby, które przekazują to dalej, rozszerzając to na całą Polskę i docierając do różnych zakątków świata. Oby jak najdalej, bo te drobne gesty prostych ludzi dają piorunujące efekty.

12.01.2013

ciemność

Nie lubię ciemności, ale lubię ciemność ośnieżoną zimą, bo jest mniej straszna niż ta latem. A nawet ma swój urok. Szczególnie nie lubię jak idę sama gdzieś, a już jest późny wieczór. Nie zapomnę jak chodziłam na angielski, a później wracałam do babci. Wchodziło się w uliczkę (nie oświetloną oczywiście!), która prowadziła do drzwi domu mojej babci obok sadu, starego, drewnianego domu, otwartej zawsze szopy, a za tym jeszcze były pola, pola i tylko pola. Poziom mojego strachu osiągał poziom krytyczny w momencie naciśnięcia klamki. Można było znieść jajko. Ze strachu oczywiście, bo kurą nie jestem. Nawet domową. Chociaż miło by było nauczyć się gotować ciekawe i przede wszystkim smaczne potrawy. W ogóle gotować. Zupa to w ogóle jakiś kosmos! Zaraz, zaraz. Ostatnio robiłam mleczną. Tylko wyszła za słona (prawie jak wyszła za słonia) i uciekła z garnka (razem z tym słoniem).

09.01.2013

4



Dzisiaj w nocy usłyszałam najpiękniejsze zdanie jakie można sobie wyobrazić: 
„Miliony kilometrów kołdry nas dzielą, ale moja miłość nie zna granic”.


Warto było czekać na to 4 lat.

05.01.2013

.

W sylwestra odkryłam, że jeszcze niektórym mogę „co nie co” powiedzieć. Może, dlatego że byłam nabombiona? Ale dobrze mi z tym.

Nawrzeszczałam na jakiś ludzi na rynku, bo  się pchali. I to porządnie, bo w życiu chyba się tak nie wydarłam na obcych. Byłam nabombiona. Dobra tłumaczę sobie to tym, bo mam minimalne wyrzuty sumienia. Trudno. Było minęło. Nigdy więcej ich nie spotkam. I postaram już tak nie wrzeszczeć.

Nauka idzie mi topornie. Co ja pierdolę? W ogóle mi nie idzie! A potem będzie płacz i zgrzytanie zębami. Ze złości na sama siebie.

04.01.2013

falstart cz.2.



26.12.2012

„Hobbit: niezwykła podróż” – przepiękny! 


Wczoraj, o 15 czyli chwile przed seansem dopadło mnie zmęczenie i odpuściło dopiero teraz jak wstałam. Prawie się uśpiłam na reklamach, a gdy poleciałyby jeszcze z dwie to już na pewno. Chyba, dlatego nie przepadam za świętami. Te całe przygotowania! I 4 dni na największych obrotach.

Babcia Z. rozgoniła wczoraj całe towarzystwo, bo jej się chciało spać. Ona jest po prostu niemożliwa, ale za to ją uwielbiam. A z resztą moje podobieństwo do niej nie może pozwolić na nie uwielbianie. Dzieciątko półtoraroczne super mądre, pokochało moją Mamę (i wcale się nie dziwię).  


I o co chodzi z tym prezentem? Co mam zrobić? Wiem, że to jest duży krok w moją stronę. Bardzo duży. I bardzo się z tego cieszę. Ale tak po prostu bez niczego mam go przyjąć jakby nigdy nic? Jakby wszystko było w porządku? Wolałabym nie, bo wyszłabym na pazerną sukę, której chodzi tylko i wyłącznie o podarunek. Ale z drugiej strony odrzucić ten krok łatwą ręką? Jeden prezent a tyle zaprząta myśli.



27.12.2012

Zu. Zu. Zumba! 

Dlaczego ludzie odrzucają innych, niepełnosprawnych fizycznie i psychicznie? Kieruje nami strach, obrzydzenie, niechęć, brak odwagi? Nie chcemy, żeby coś takiego nas spotkało i dlatego bronimy się przed tym nogami i rękami pokazując swoją wyższość? Sami nie mogą o siebie zadbać, nie mogą zawalczyć o siebie i nikt tego nie zrobi za nich. Czy zachowujemy się tak, bo gdzieś tam podświadomie kieruje nami dobór naturalny? Jak echo w mojej głowie powtarza się usłyszane w dzieciństwie (na pewno od jakiegoś kretyna): „nie patrz na niepełnosprawnych ”.  Ja się pytam, dlaczego? Na każdego człowieka pełnosprawnego mogę patrzeć nie robiąc sobie nic z tego, a czemu mam nie patrzeć na niepełnosprawnych? Prosty przykład traktowania ich inaczej. Podziwiam ludzi, którzy mają odwagę, aby było u nich normalnie i walczą o to (jakkolwiek można zdefiniować normalność). Mi jej brak. Czemu nie powiem: idź z nią do lekarza, sama doprowadzasz do tego żeby się za nią wstydzić, chodzi ci tylko o kasę, a jak chodzi to, czemu właśnie o nią nie zadbasz, żeby żyła jak najdłużej, przecież to twoja siostra…? Nie chcę się wtrącać, żeby się nikt nie obraził, to nie moja sprawa. Odwracam się plecami i odchodzę, bo tak jest prościej.


29-12-2012

Bardzo mi smętnie. 


Dawno nie miałam chwili dla siebie. A to tu, to tam, to jeszcze gdzie indziej. Non stop gdzieś i coś muszę zrobić. Odpocznę dopiero jak zajadę na mieszkanie. Jeszcze 4 dni w tym sylwester, na którego całkowicie nie mam ochoty. Bo po pierwsze nie wiem, co będę dokładnie robić, a tekst „się zobaczy” całkowicie mnie nie satysfakcjonuje, to jeszcze z ludźmi, którzy nic o mnie nie wiedzą i ja o nich nic nie wiem. To działa w dwie strony tylko, że oni są grupą, a ja już dawno do tej grupy nie należę. Czasem mi bardzo smutno z tego powodu, ale w większości nie zaplątam sobie tym głowy. Ale co poradzisz jak nic nie poradzisz? 


A po drugie to tęsknię. Za wtuleniem się na łyżeczkę, za czytaniem ciekawostek i rozmową przed snem, za ciepełkiem, za zapachem, za buziakiem na dobranoc a nawet za chrapaniem!
 

 

02.01.2013

falstart

Ze względu na to, że w mojej głowie już jakiś czas roił się pomysł bloga, napisałam sobie coś w rodzaju postów. Tak na próbę. Stwierdziłam, że nie będę ich chować przed światem. Pisałam, co myślałam, a o to mi właśnie chodziło. Trzy wsteczne wpisy dziś, następne trzy kiedy indziej. A później to już na bieżąco. 




22.12.2012

Parszywy dzień. Wrzask. Wrzask. Wrzask. Brak szacunku. Wrzask. Wrzask. Wrzask. Smutek. Wrzask. Wrzask. Wrzask. Płacz. Wrzask. Wrzask… I dywany nie wytrzepane, a choinka nie ubrana.


Jak można wytrzymać to całe życie? Może nie całe, ale z 25 lat to na pewno. Ona jest wielka <3


A ja? Taka sama? Boże, daj mi siłę, aby lepszym człowiekiem.


Ale Mamie się nic nie stało. I „Hobbit” za 3 dni.




23.12.2012
Miało być lepiej jak się prześpię. Nie jest. Wiem, dlaczego. Mój smutek oszalał. Dawno go nie było a teraz wali pytaniami po głowie. Jestem taka sama? Tak samo ranię wszystkich w koło? Czy ranię też Jego? Jego cudownego, najwspanialszego, szukać ze świeczką takiego, mojego, który tak bardzo mnie kocha.  Sam kiedyś tak powiedział… Czemu to robię? Co mi się wtedy dzieję, że nie zważam uwagi na to, co robię? Na to, że ranię?
Czy mam szansę wynieść stąd jakieś wartości, o które tak trudno w świecie, patrząc cały czas od dzieciństwa na brak szacunku, brak miłości, na nie usłyszenie nigdy w tym domu „przepraszam”, „kocham cię” i wiele innych magicznych słów? Czy jestem, chociaż trochę dobrym człowiekiem?  Czy chociaż trochę moja najwspanialsza Mama wlała we mnie jej dobroci? Jej pięknej, bezinteresownej miłości? Jak mogę jej za to podziękować? 
 

Mam 20 lat i jeszcze wiele muszę się nauczyć.


Ale choinka jest najpiękniejsza od lat, bo żyje. I Hobbit za 2 dni. I są oni: Piotr i Mama. Mama i Piotr. 


25.12.2012 (2:18)
Postanowiłam się dzisiaj nie denerwować. I myślę, że się udało, bo zdenerwowałam się tylko tym jak Babcia D. widziała najgorsze w pewnych ludziach i zawistnie to opowiadała.

Byłam na pasterce (4 dzień w roku kiedy jestem w kościele, nie wliczając mszy okazjonalnych jak ślub, chrzest, pogrzeb etc.). Orkiestra dęta pod batutą tego błazna w trakcie mszy rozkładała mnie na łopatki. Nie trzymało się do kupy ani dupy, ale po mszy na dworze dali czadu.


Fajnie było dać grzybka Grzybowi. Fajnie było spotkać Marcina. Fajnie było zamienić z nim kilka słów.  A już najfajniej było jak Kubuś, 14-letni pryk tak się wiercił na łóżku, że się majgnął i zleciał. Doprowadziło mnie to do szczerego śmiechu. Poczciwy stary Kubuś.


A dzisiaj już „Hobbit”. I On, bo tęsknię.