31.03.2013

No i święta

Muszę już zamknąć jadaczkę i przestać gadać o moim przyszłym nabytku, bo sprowadzam na siebie złe fatum. Jak komuś powiem to nie wychodzi. Teraz właśnie wtorek jest nie pewny, a na 80-90% nic się nie wydarzy.

Wczoraj przez cały wieczór mało co się odzywałam i nie byłam obecna. Nie myślałam o niczym konkretnym i pozwoliło mi to trochę odpocząć. Chociaż czułam się trochę niepasująca do otoczenia. Dziwnie potoczył się Los.

No i święta. Wolę Wielkanoc od Bożego Narodzenia. Te święta są mniej patetyczne, gdzieś bardziej sympatyczne, bardziej ciepłe (może nie w tym roku). Nie ma takiej presji świątecznej. Siedzenia z rodziną, składania życzeń, łamania się opłatkiem (nienawidzę - wyklepane formułki nic nie wnoszące do życia). Jest o wiele luźniej. A gdzieś z wiekiem mniej przeszkadzają mi święta. Lubię z Mamą iść oświęcjajka w sobotę. A po tym to już leci. O i super jest jak trochę spokoju zawita chociaż na te 2 dni, więc:


28.03.2013

nie będzie "Ustyny"

Chcę trzymać emocje na wodzy. Nie chcę płakać przy innych. Mój smutek jest MOIM smutkiem.
Jutro będzie ciężko.

Dziwnie zaakceptować myśl, że kogoś już nie będzie. Dziwne u mnie jest to, że jak dowiaduję się o czyjej śmierci to w głowie chodzi tylko jedno zdanie, szaleje po całej półkuli i wyciska łzy. Tak było w przypadku Baśki. Non stop myślałam o butach z Juwenaliów, że zgubiła, że nie miała, a ludzie w wypadkach gubią buty. W tym przypadku nie będzie zawsze obecnego: "Przyjdź jutro na kawę" i "Ustyny". Dwa proste zdania, a działają identycznie jak cebula. Mocna cebula.

Cieszę się, że odwiedziłam ją w niedzielę. I mam nadzieję, że spełniłam jedną z ostatnich zachcianek: wafelki.

27.03.2013

Puk, puk. Kto tam? Śmierć.

Jak śmiesz Śmiercio stać nad kim od niedzieli, czekać 3 dni i zabrać w najmniej spodziewanym momencie? A na dodatek mówić: "wezmę cię ze sobą". Wiem, jesteś potężna i Twój wybór czasem nie jest racjonalny. Ona to wiedziała, że pójdzie z Tobą. Bała się? Mam wrażenie, że tak. Dobrze, że stało się to we śnie. 

Nikt już nie powie do mnie "Ustyna". 

Todziu, pozdrów wszystkich.

24.03.2013

nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło!

Nie płakałam ze szczęścia. Niestety, bo z wyglądu był taki przystojny! Jednak wnętrzności nie były takie zdrowe. Nie jestem rozczarowana, chociaż trochę koleś poleciał w chuja i miał postawę roszczeniową.

Jestem zaskoczona też samą sobą. W tej sprawie jestem bardzo, bardzo cierpliwa z porównaniu z codziennością, bo czekam bez słowa jakieś 4 miesiące, co u mnie jest nowością. Zdaję sobie sprawę, że to nie kupno lizaka. Wczoraj opanowywałam jak najbardziej napady radości, aby się za bardzo w razie czego nie rozczarować. Nie potrzebnie jednak babcia Z. ode mnie wyciągnęła o co chodzi, bo mogło to rzucić złe fatum na całą sprawę. Jestem o to zła na siebie. Dzisiaj nie byłam bardzo załamana, że przystojniak okazał się chory, bo przecież nic na siłę! I na dodatek w tej sytuacji znajduję plusy. Obietnica Superwujka (wujka M.), że on wszystkiego dopilnuje i będzie śmigać jak należy całkowicie pozwala mi spać spokojnie. A po drugie kolejną osobą czuwającą jest mechanik, który oczywiście zna się na rzeczy. Los potoczył sprawę tak, że dwie solidne osoby będą czuwać nad tym, żeby wszystko było OK.

Ale jak zawsze wujek M. odstawił jaja. Uwielbiam go.


5:09 - ogłupiałam.

5:09 - pobudka sama z siebie (zainteresowanym mogę powiedzieć, że już o 5:15 jest jasno). Trochę za dużo emocjiDzisiaj ważny dzień. Jak wszystko dobrze pójdzie czeka mnie 150 km jazdy w nieznanym samochodzie. Najdłuższe moje kierowanie jak do tej pory, trochę się boję, ale do odważnych świat należy. Po coś się robiło to prawo jazdy! A po drugie Superwujek będzie ze mną jechał to już tym bardziej nie mam się czego obawiać.
A jak wszystko dobrze wyjdzie to popłaczę się ze szczęścia.

Nienawidzę Billa Gatesa, gdy mój komputer nagle sobie przypomina o aktualizacji. 

Dzięki panie G.Wielki za internet. Wiem, że nie jest pan świadomy, ale myślę, że wowowi to nie przeszkadza.

21.03.2013

goryl

Na nerwy dobre są też wywiady z P. Żyłą. Uwielbiam.

Dzisiaj mam taki dobry humor. Kupiłam sobie spódniczkę, dostałam kolczyki od Dariusii, Mama zabiła mnie pozytywnymi wiadomościami  (z których nie wiadomo co wyjdzie, dlatego są zabójcze), a wybranek mego serca posprzątał łazienkę! A, prawie bym zapomniała: i Marcin mi wysłał takiego fajnego link. (I w tym momencie żałuję, że nie ma specjalnej czcionki do ironii). Ale goryl był super!

Dziś na laborkach dowiedziałam się, że nie ma we mnie ludzkiej życzliwości. Oj, co ja biedna pocznę? No sorry dziewczyno, ale nie będę Cię wyręczać! Trzeba przestać zadawać tyle pytań, a wziąć się do roboty.
Na tych zajęciach zaczęła mnie swędzieć ręka i zrobiła się czerwona (ale to chyba od drapania). Byłam trochę zdezorientowana, bo się niczym nie oblałam, a uczulona jestem (z tego co mi wiadomo) tylko na ceklor. Na szczęście po półgodziny mi przeszło.

Do 30 czerwca chcę zrobić 3 rzeczy:
-iść na koncert m. peszek
-iść na wystawę The Human Body Exhibition
-iść do muzeum motoryzacji w Krakowie (to już może być w wakacje).




20.03.2013

zwierzak na nerwy

Dzisiaj chciałam uciec w sen przed światem, ale słonko mi na to nie pozwoliło. Na szczęście, bo pewnie bym się wkurzała do teraz. A potem psy już całkowicie rozbiły kamień mego upartego serca. I tu racja: mały piesek obszczekujący wielkiego psa był jak ja, a duży tylko patrzył się i miał minę: "o co ci chodzi?". To był wybranek mego serca. 
Jaka ja jestem głupia, że się tak wkurzam o byle co.

Dobry byłby zwierzak na nerwy. 

17.03.2013

Lepiej.

Nie miałam nic do roboty to kupiłam sobie szafkę. Trochę remanentu, żeby się wszystko jako tako, na oko pomieściło. Wybranek mego serca już wytransportował mnie z ciuchami do owej szafki.

Zrobiłam zupę-krem z cukinii! I wyszło. Ale chyba jej coś brakowało, bo to jeszcze nie był ten smak z przeszłości. Następnym razem się poprawię. 
Mam ochotę za to zrobić ciasteczka Phoebe z "Przyjaciół", bo odkryłam na pewnym blogu przepis. Wyglądają apetycznie (a przez moment wyglądały apatycznie).

A teraz muszę przestać udawać, że instrukcje do jutrzejszych zajęć nie istnieją. 

A mówiłam żebyś uważał na biedronki.
One są naszymi gośćmi.





Takiego kocham Cię najbardziej.
A najbardziej to już kocham Ci dokuczać.

16.03.2013

1 scena

Wczoraj słońce próbowało przedrzeć się przez chmury, a ja miałam tylko jedną scenę przed oczami.
Jedzie ktoś samochodem na tylnym siedzeniu i opiera głowę o szybę. Obrazy za szybą ukazują mu dobrze znane miejsca, które później przemienią się w coś nieznanego. Jedzie daleko stąd, w ostatnią podróż, na drugą stronę, tam gdzie już nikogo nie ma. A słońce za wszelką cenę chce go pożegnać, jeszcze ten jeden raz ogrzać promykami jego twarz. I walczy z chmurami, ale jego walka nie wygląda za dobrze. Jednak słońce ostatnimi siłami posyła marne promyki do swego przyjaciela. A on odjeżdża. Na zawsze. 


Źle mi.


Nienawidzę nieodpowiedzialności.
Nienawidzę siebie, że sobie na to pozwoliłam.

12.03.2013

kim byłeś człowieku?

Wczoraj było ciężkie popołudnie. Na zajęciach kartkówka poszła prawie fatalnie, a prawie dlatego że dostałam 0,1/1 pkta. Nie mogłam sobie poradzić z zadaniem, a wszystko wyglądało w jak najlepszym porządku. Potem spóźnij się autobus i zwiększał swoje opóźnienie jak pociągi PKP. Zamiast jechać 10 min jechałam ponad 20. I nie mogłam pomóc kobiecie w autobusie, bo nie wiem gdzie jest radiowa. Wracając już z autobusu nie zauważyłam garbusa. Pokazał mi tylko swoją dupę na końcu ulicy i odjechał. Nie byłoby w tym nic żałosnego, gdyby to był new beetle, których pełno. Ale to był stary, poczciwy garbus! Kocham go. I moją życiową zachcianką jest takiego mieć. I chcę odwiedzić muzeum motoryzacji w Krakowie z takimi cudownymi staruszkami. 
A tak przy okazji Krakowa to chciałabym też iść na The Human Body Exhibition Polska. To jest fascynujące! Oddajesz kolesiowi swoje ciało, a on robi z nim co chce i pokazuje innym co mają w środku. A Ty patrzysz i myślisz: kim byłeś człowieku? Genialne. Jestem zachwycona.
Mam nadzieję, że wybranek mego serca nie zemdleje podczas zwiedzania. Nie obchodzi mnie to, musimy tam iść. Napaliłam się.


07.03.2013

fuck off Czesiek spod mojego wyra

Od dwóch dni wiem, że pod łóżkiem mieszka Czesiek. Wolałabym tego nie wiedzieć. Tak dobrze mu się spało, a mi tym bardziej bez wzajemnej świadomości o naszym istnieniu. Niestety po rozwaleniu jego leża spierdolił gdzie pająki zimują i tyle widu i słuchy po nim, a ja odchodzę od zmysłów czy go czasem w nocy nie zjem. Mówienie, że jest mniejszy i się bardziej mnie boi do mnie nie dociera. Nadanie mu imienia trochę go oswaja. Mam nadzieję, że Czesiek nie okaże się Czesią i się nie rozmnoży.

Odkryłam cudne miejsce (zdj.ostatnie). Weszłam na ulicę i od razu poczułam jego urok. Po prostu chce się tam być i patrzeć na coś tak pięknego, stojąc z ukochanym i czując magię tego miejsca. Czego chcieć więcej?




Walka ze stereotypami - śląskie miasto

05.03.2013

Tyle?

Jestem strasznie monotematyczna w tej kwestii, ale w końcu ciepełko!

Zaczynam bardzo lubić tego bloga. Pochwaliłam się nim ostatnio na fejsie. Może to jakaś moda? Ja lubię to w tym, że mogę na bieżąco komentować to co się w okół mnie dzieje. Tu mogę się otworzyć, bo ogólnie jestem dość zamkniętą osobą. Powiedzieć (napisać) to co myślę, jak uważam że powinno być i gdzieś pisząc dążyć do nieskazitelnego ideału. Jest on przede wszystkim dla mnie. Tyle.
 


„-Bo jakoś rok temu zauważyłem, że mi brzuch odstaje! Widziałem takie wzniesienie.(..)
-I nie widziałeś w ogóle swojego penisa?
-Nie tak. Przestraszony biegałem i robiłem brzuszki, i nic. Pewnego dnia stanąłem tak bokiem do lustra i odkryłem smutną i jednocześnie śmieszną prawdę.
-Że w lustrze też możesz zobaczyć swojego penisa!(..)”

02.03.2013

Zakochaj się w sobie.


Pewna rozmowa uświadomiła mi, że bardzo ludzie chcą być odbiciem wyobrażeń innych. Po co? Nie lepiej być po prostu sobą? Czemu nie pomyśleć o sobie i tego, czego JA chcę? Uważam, że ludzie powinni być egoistami, bo tak zawsze spełniać zachcianki innych to się nie da wyrobić. Nie takimi egoistami idącymi po trupach do celu. Nie, nie, nie. Chodzi o to, żeby w całym tym zwariowanym świecie dostrzec gdzieś siebie. Uświadomić sobie, jakim się jest człowiekiem, zaakceptować ze swoimi wadami, znaleźć trochę czasu dla siebie. Mieć czasem w dupie innych i zrobić coś dla siebie. Czuć się lepiej ze sobą samym. Powiedzieć: „Kocham się taką, jaka jestem”. I stać się szczęśliwszym, a potem tym szczęściem obdarowywać innych. Za nas życia nikt nie przeżyje, a wypełniając go spełniając fanaberie innych, tracimy cząstkę siebie. 
Swoim, sobą, siebie. Powtarza się dzisiaj bardzo, ale będzie przyjemnie to znaleźć.