29.08.2013

4 jajka i litr mleka, kocham Cię i jeż

Zapomniałam ostatnio wspomnieć, że po raz pierwszy tak błaho zostałam pomyłkowo okradziona. Z 4 jajek i 1l mleka. 

Jest mi wstyd, bo się wstydzę i nie mam pewności siebie. A chodzi o to, że nie potrafię się przełamać, żeby porozmawiać po angielsku... Chowam się gdzieś w sobie, gdy widzę jak inni śmigają. Muszę znaleźć w sobie pokłady jakiejś odwagi, bo alkohol mi nie pomaga.
Postanowiłam się uczyć jeszcze jakiegoś języka. Padło na rosyjski. A dlaczego? To coś innego, a Grzyb w końcu po coś studiuje to rosjoznastwo.

Kocham Cię, Wybranku mego serca. Za to, że wczoraj śledziłeś ze mną jeża i uważałeś, żeby go nie przejechać. A Twoje wczorajsze pocałunki były nadzwyczajne.

25.08.2013

Jestem butelką 5-cio litrowej sangrity

Wymarzłam sobie morze. Spędziłam z Wybrankiem mego serca 5 dni w nadbałtyckim Mielnie.
Pogoda nam się udała. Codziennie byliśmy na plaży i codziennie kąpaliśmy się w morzu. Do szyjki butelki 5-cio litrowej sangrity, bo morze było cudownie spokojne i zwyczajnie lodowate.
Znaleźliśmy dobrą smażalnie, a na przystani wędzarnie. I pierwszy raz w życiu jadłam ciepłą wędzoną rybę. Pyszna! Aż mi ślinka leci. I pierwszy raz w życiu odważyłam się na zupę rybną. Zawsze miałam wyobrażenie typowo rybnego smaku, a to nie prawda. Smakowała jak jarzynowa Mamy tylko w zamian grysiku były kawałki ryby.
A Mielno? Byłam tam pierwszy raz. Na początku mi się wydawało, że strasznie dużo ludzi (ale gdzie w długi weekend nie było dużo ludzi?) i nie mogłam się odnaleźć. Jednak po czasie mnie zaczarowało. Ma swój urok. Mieliśmy super miejsce noclegowe, bo blisko do plaży i wcale nie daleko do "centrum". A jeśli chciało się pobalować to było gdzie. Troszkę brakowało mi znajomych, bo wiem że byłaby tam niezła imprezka z nimi. 
Kiedyś tam wrócę. 

 



Później pojechaliśmy do Cioci Ani na Kujawy. Nie byłam tam chyba z 5 lat! Ciocia przeprowadziła się z "dołu" jakiś czas temu, ułożyła sobie życie, a ja się tym cieszę. Jest cierpliwą i dobrą osobą, czułam się tam jak u siebie w domu. Podobało mi się zbieranie cukinii. Graliśmy w zwierzątka i uśmiałam się co niemiara, a tak jak za dobrych starych czasów wieczorami graliśmy w chińczyka. Cieszę się, że ich odwiedziłam. Aż żal mi było wyjeżdżać.

02.08.2013

Tour de Pologne

W moim mieście zawitał Tour de Pologne. Stwierdziłam, że nie może mnie tam nie być. Pojechałam godzinę wcześniej przypuszczalnego czasu przybycia kolarzy z kuzynem i kuzynką (córką Superwujka), przeszliśmy na rynek i czekaliśmy. Potem z Kamisiem (właśnie sobie uświadomiłam, że nigdy w życiu nie nazwałam go inaczej) obczailiśmy, że najlepsze miejsce będzie na rogu i się tam wybraliśmy. I czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy, pojawiły się samochody, czekaliśmy, czekaliśmy, znowu samochody, które powodowały "ło zaraz będą" -  to wcale nie prawda, czekaliśmy, czekaliśmy. Pojawili się pierwsi zawodnicy. Zanim się zorientowałam, że jadą to zdążyli przejechać. Dobrze, że nie mrugnęłam, bo mogłam ich przegapić. I później znowu czekaliśmy, czekaliśmy, czekaliśmy i pojawiła się cała reszta. Ich już nie przegapiłam, bo było ich całkiem sporo. Wszyscy kolarze tacy skupieni na jeździe, żeby się pewnie nie wygrzmocić, nie zaprzątając sobie głowy otoczeniem. Oprócz jednego, kimkolwiek on był, jak tłum wiwatował to on się uśmiechał.
Mimo czekania 1,5-2h, a przejazdu kolarzy nie większego niż 2 minuty cieszę się, że tam byłam. Po pierwsze będę to wspominać jak moja Mama Wyścig Pokoju w 1985r., czyli "tak się mignęli", uśmiałam się co niemiara, a jakby nie patrzeć widziałam 70. wyścig Tour de Pologne. 




Przeżyłam ostatnio dramat jak mój Chochlik stanął na skrzyżowaniu i nie chciał zmienić biegu. Jednak udało mi się dotrzeć na trójce do domu. Okazało się, że po prostu jeden czujnik był inaczej wyprofilowany i zablokował skrzynie biegów. Oczywiście Superwujek przyjechał z pomocą dwóch mechaników. Ja już czarne myśli, najgorsza ewentualność, jednak wszystko dobrze się skończyło. I jaka ulga - aż się popłakałam. 
A w ogóle Superwujek to taki kochany. Porobił mi przy autku takie drobne rzeczy. Prze cudowny człowiek.