23.05.2014

ciężkie jest życie dwudziestodwulatki

No i piknęło 22. 
Wcale, a wcale mnie to nie cieszy. Wręcz przeciwnie. Spokoju mi nie dają nasuwające się myśli egzystencjalne. Za pół roku inżynier na karku i ja się pytam: "CO DALEJ?!". Jak będzie wyglądać moje życie? Czy to co teraz robię jakoś zaprocentuje w przyszłości? Czy to co robię mnie zadowala? Czy to co jest w okół jest dla mnie satysfakcjonujące? Czy moje życie od rana do wieczora i od wieczora do rana sprawia, że jestem szczęśliwa? Czy czegoś mi brakuję? Jak brakuje, to czego? I czemu? A może nie brakuje? Czy wszystko jest w porządku? Nie?! To kurwa co nie jest w porządku?! Czy mogę coś na to poradzić, czy tylko będę siedzieć i się przyglądać? Czy..? Czy..? Czy..? Czy..? ... Czy..? Czy..?
 "Czy" nie dają mi spokoju!

Tak, mam 22 lat. 

I na dodatek kilka dni temu wyrwałam po raz pierwszy mojego (byłego już) stałego zęba. Godzina w gabinecie, dwie panie stomatolog, horror przeplatał się z komedią. Nie polecam.

17.05.2014

nigdy nie nazwie cię "Polaczkiem"

Nienawidzę słowa "Polaczki". Gotuję się we mnie, gdy to słyszę. Co to w ogóle oznacza? Ludzie mówią, jakby nie patrzeć, o sobie samych i bez szacunku dla innych, którzy są ich rodakami. Dlaczego takie osoby uważają się za lepsze? Co osiągnęły takiego w życiu, aby podchodzić do innych z pogardą? Co nimi kieruje? Czy ktoś kiedyś zastanawiał się, nawet szanując samego siebie, a innych nie, kim by był, gdzie by był, co by robił, gdyby nie urodził się "Polaczkiem"?
Jestem Polką, a każdy wokół mnie to Polak/ Polka. Brzmi to dumnie, mimo braku jakiegoś oficjalnego stanowiska w sprawie patriotyzmu, a raczej chęcią bycia obywatelką świata. A z resztą ktoś kiedyś był i walczył o to, że możemy się nazywać Polakami. I ja z szacunku do nich i Ciebie, nigdy nie nazwie Cię "Polaczkiem".

10.05.2014

Five Korona!

Czechy oczarowały mnie sobą. Co prawda nie byłam zbyt długo, ale już bym chciała wrócić. A może właśnie dlatego chcę wrócić? Bo brakło trochę czasu na bycie tam.

Czwartek. Zajechaliśmy i tyle. Dotarliśmy na kemping, a po 22 wszyscy już spali. Na szczęście ta noc była ciepła. Reszta nocek była lodowata, a człowiek mimo kilkuwarstwowego ubioru, nie mógł spać z powodu telepotania (teleportowania?) się. Kolejne punkty do doświadczenia. 

Piątek. Hradčany. Spacerowaliśmy, spacerowaliśmy, aż się zmęczyłam. Zbawienne było piwko, a jeszcze bardziej zbawienne było to, że można było je wypić na trawce i nikt się nie czepiał. Po obiedzie V Cipu (można taniej zjeść w porównaniu z centrum) i deszczu, spadek temperatury był diametralny, jednak nie zrezygnowaliśmy (przynajmniej ja, Wybranek mego serca, Daria i JakuB). Połaziliśmy, kawa w jazz republic, Most Karola i widoki nocą. Cudnie.

Sobota. Wybraliśmy się na wystawę Tima Burtona. Spędziliśmy tam ponad 2 godziny, a można był cały dzień. Genialne prace, dodatkowo filmy długo- i krótkometrażowe. Cena biletu (130 KC) była niewielka, a przyjemnie i ciekawie spędziliśmy ten czas. Super sprawa. 
Potem pojechaliśmy na Jozefov, czyli żydowską dzielnice. Tam poznaliśmy trochę historii dzięki geocachingowi i udało nam się znaleźć jednego cache'a. Drugiego niestety nie, bo Żydzi mieli szabat i pilnowali pod synagogą. Wieczorkiem piwko nad Wełtawą, a wracając byłam już tam zmęczona, że uśpiłam się w autobusie. 

Niedziela. Dzień zakupów i powrotu. Super wypasione czeskie pociągi i Koleje Śląskie. W sumie 8 godzin podróży (czyli nie dużo mniej niż na stopie). Z Cieszyna do Glc można dojechać za 9 zł. 

Przy następnej wizycie w Pradze muszę dobrze zaplanować co chcę zwiedzić, bo czasem miałam wrażenie, że chodzę bez sensu nic nie ogarniając z otaczającej mnie rzeczywistości. Po drugie muszę wybrać się do browaru z restauracją (ulica Husova), bo niestety brakło już dla nas miejsc. Po trzecie spędzić w tym mieście więcej pełnych dni, żeby nie gonić, a spokojnie wszystko obejrzeć i spać bliżej centrum. 


 
 
 
 
 
 
 
 

05.05.2014

autostop, wsiadaj bracie dalej hop

Weekend majowy spędziłam w Pradze, gdzie dotarłam autostopem. Pierwszy raz w życiu wybrałam taki sposób podróżowania i w żadnym stopniu nie żałuję.

Etap 1. Gliwice - Wrocław. Fuksem, fartem, szczęściem nowicjusza (zwał jak zwał) zachciało mi się sikać. Na stacji benzynowej, gdzie udałam się za potrzebą JakuB zapytał się jakiejś pary czy nie wezmą dwójki do Wrocławia (bo tam akurat jechali). Wpakowaliśmy się i ruszyliśmy. Cel Wrocław został sprawnie osiągnięty.

Etap 2. Wrocław-Bogatynia. Ten etap był niespodzianką, bo zaczęliśmy podążać w innym kierunku niż zamierzaliśmy. Trochę korka za Wrocławiem, drzemki i podwózka pod (na) samą granicę, a to chyba ze względu na to, że brat kierowcy podróżuje autostopem. Czarne chmury pojawiły się nad granicą, a z nimi burza, ale entuzjazm nie opadł.  

Etap 3. Bogatynia - Liberec. Wysiedliśmy i wsiedliśmy. Tak było na przejściu granicznym. Wybranek mego serca zdążył się tylko wysikać. Kilka chwil przez niezła ulewę i byliśmy w Libercu, a kierowca poopowiadał troszkę o otaczającej nas rzeczywistości.

Etap 4. Liberec - Turnov. W Libercu (miejscowość bardzo kojarzyła mi się ze skokami narciarskimi, gdzie faktycznie znajduje się kompleks skoczni) trochę poczekaliśmy. Nie za bardzo chcieli nas brać, a niby droga prosta i ekspresowa do Pragii. Po czasie (i tak nie za długim) udało nam się dorwać stopa do Turnov, czyli miejscowości oddalonej jakieś 20 km, ale zawsze to o krok bliżej. Kierowcą był 40-letnim dres, który sączył shake'a przy muzyce techno tak głośnej, że dziwię się, że okna nie wyleciły. Było tym śmieszniej, że gdy zobaczył polskie blachy krzyczał: "Polska", a potem chciał zatrzymać to auto na autostradzie, żeby zabrali nas dalej.

Etap 5. Turnov - Praga. Trafiliśmy do miejsca, punktu, w którym auta na autostradzie były bardzo rozpędzone, a ze stacji większość zjeżdżała do miasteczka. Pomyślałam sobie "o oł", ale jeszcze nie panikowałam. Rozłożyłam się, wyciągnęłam, bo tylko zostało mi czekać. A tu anioł z nieba! Kobieta z dwójką dzieci. Wcisnęłam się między siodełka. Dziewczynka pierwsze co zrobiła to podała mi pas do zapięcia (chwali się!),a później w trakcie jazdy powiedziała: "Dobrze, że ich zabraliśmy, bo zaczęło padać". Najlepsze słowa jakie zrozumiałam po czesku! 
Cudowne uczucie, gdy widzisz na znaku, że do Pragi jeszcze 20 km i wiesz, że się udało!




Polecam każdemu, aby chociaż raz spróbował przygody z autostopem. 
My mieliśmy ogrom szczęścia. Nie czekaliśmy na stopa dłużej niż 30 minut (może w Libercu ok.1 godziny), jechaliśmy z przyjemnymi ludźmi (a każdemu z nich WIELKIE DZIĘKI!). Sam fakt podróżowania autostopem daje sporo radości, a osobiście nie zapomnę błogiej rozkoszy, którą daje świadomość bliskości celu i jego osiągnięcia.

Czas: ok. 10 h
Czas oczekiwania na stopa: ok. 30 min 
Długość trasy: ok. 480 km
Koszty: 0 zł
Emocje: BEZCENNE